wtorek, 24 listopada 2015

Rozdział trzeci




Dwa dni później Julie postanowiła pozwiedzać okolicę. Przez ostanie okoliczności 3 dni przepłynęły jej jak przez palce. Cris się nie odzywał, więc liczyła, że jakoś wytłumaczył to swojej mamie. Sama nie wiedziała dlaczego ale była trochę zawiedziona, pomimo tego, że ją denerwował, przy nim nie czuła się taka samotna. Nie miała czasu żeby o tym myśleć, chociaż spędzili ze sobą tylko kilka godzin to gdzieś w środku, pod grubą warstwą nienawiści żywiła do niego pewną sympatie.
Wybrała się na spacer po starym mieście, wędrowała różnymi wąskimi alejkami, które były dla niej jak długie korytarze, będące tajemniczymi przejściami do jakiejś zaczarowanej krainy. Chodziła z aparatem, robiąc zdjęcia prawie wszystkiemu. Była oczarowana tym miejscem. Sama sobie się dziwiła, że tak wzbraniała się przed przyjazdem do Hiszpanii.
Była tak zafascynowana kolejnymi kamieniczkami, że nie zauważyła, tego jak wpadła na kogoś obcego
-Przepraszam! Nie zauważyłam Cię, naprawdę strasznie mi przykro.- mówiła, nie mają świadomości, że odbiorca jej nie rozumie. Wyglądało do dość śmiesznie, dziewczyna silnie gestykulująca do chłopaka, który był dość zmieszany. Chwile potrwało zanim zorientowała się, że on nic nie rozumie.
- Czy mówisz po angielsku?- zapytała, jej było łatwiej, hiszpańskiego uczyła się dość długo, choć wciąż lekko kaleczyła, połączenie angielskiego i hiszpańskiego nie do końca zawsze brzmiało dobrze.
- Trochę ale wolałbym jednak po hiszpańsku- odpowiedział z lekkim uśmiechem. Czuł się lekko zawstydzony, przecież znał ten język a jednak nie rozumiał zbyt wiele z tego co mówiła do niego dziewczyna, postanowił jednak nie ciągnąć tego dłużej i nie wpędzać ani się, ani jej w zakłopotanie- Jestem Pablo.
- Julie, bardzo miło mi cię poznać- odpowiedziała, czuła się lekko skrępowana, nie wiedziała jak ma się zachować. Chłopak był bardzo przystojny, urodą nie przypominał typowego Hiszpana. Jego blond włosy w cudowny sposób kontrastowały ze śniadą karnacją a błękit oczu, przypominał błękit Lazurowego Wybrzeża i te dołeczki, które sprawiały, że Julie miękły kolana wyjaśniały jej zachowanie.
- To może pójdziemy na kawę i przetłumaczysz mi co powiedziałaś wcześniej?- rzucił z łobuzerskim uśmiechem, pojawiły się dołeczki. Urocze, dwa poniżej kącików ust, dziewczyna ledwo powstrzymała się, żeby głośno nie westchnąć.
- Bardzo chętnie, tylko nie znam okolicy także niestety ale ja żadnego miejsca nie zaproponuje- odpowiedziała krótko, czuła, że było to dość oschłe, ale nie dała rady w tym momencie zdobyć się na cokolwiek innego- Zdaję się na ciebie- dodała dużo milszym i cieplejszym tonem, żeby nie poczuł się jakby chciała go spławić, było wręcz przeciwnie, miała ochotę cały dzień spędzić patrząc się w jego cudownie błękitne tęczówki.
- Zaufaj mi, ja znam świetne!- rzucił i uśmiechnął się wesoło. Dziwne ale nie obawiała się niczego. Był to da niej ktoś nieznajomy a ona od razu mu ufa. Tak zaufała mu.
Szli i rozmawiali, bardzo dobrze się rozumieli. Julie była szczęśliwa, w końcu poznała kogoś z kim może tutaj się spotkać, porozmawiać. Czuła, że nie jest już sama, że ma kogoś tu na miejscu. Dzięki temu zaczęła rzeczywiście myśleć o tym, żeby zostać tu na stałe. Doszła do wniosku, że ma już trochę dosyć szarej Anglii. Uwielbiała tą pogodę, nastrój ale potrzebowała zmiany, tym bardziej, teraz, kiedy zaczyna myśleć o znalezieniu pracy, w Anglii jest mnóstwo ludzi z wykształceniem takim jak ma ona a wybijają się nieliczni, tutaj ma większe szanse, perspektywy. Oczywiście wiedziała, że musi o tym jeszcze porozmawiać z rodziną, przyjaciółmi i oczywiście musiała to wszystko jeszcze dobrze przemyśleć ale na tą chwilę była bardzo tym podekscytowana. Opowiedziała o tym Pablo. Nie wiedziała jak to jest, że jemu może powiedzieć wszystko. Poradził jej też, żeby porozmawiała z Crisem, ale spokojnie, uważał, że musi postarać się go zrozumieć. Doszli do kawiarni. Rzeczywiście była cudowna. Ściany były czekoladowo-brązowe, podłogi dębowe, a stoliki i krzesła białe, na stolikach były frezje, które sprawiały, że w całym lokalu przepięknie pachniało, dodatkowo intensywna woń kawy sprawiała, że nie chciało się stamtąd wychodzić. Rozmawiali jeszcze dość długo, Julie wróciła do hotelu około 20, pełna pozytywnej energii, czuła, że może naprawdę wszystko. Postanowiła, że jutro postara się jakoś porozmawiać z Crisem tak jak Pablo jej radził. Nalała do wanny gorącej wody z dodatkiem czekoladowego olejku i poddała się cudownym działaniom kąpieli.

***
Był strasznie zdenerwowany, Junior już spał, o dziwo opiekowanie się nim nie sprawiało mu większych kłopotów, miał przerwę w treningach co mu to umożliwiło, jednak bał się o jutrzejszy dzień, miał mieć trening, opiekunka zadzwoniła i powiedziała, że niestety nie może przyjść i został w kropce. Do mamy nie mógł zadzwonić, wiedział, że zaraz byłoby ‘ A nie mówiłam?’ albo jeszcze gorzej, poruszyłaby temat Julie. Ta sprawa nie dawała mu spokoju, nieźle się wplątał, przedstawił ją jako swoją dziewczynę a teraz nawet nie może do niej zadzwonić i przeprosić, bo nie nawet jak ma na nazwisko, gdzie mieszka, nie zna numeru telefonu. Był na siebie wściekły. Nagle usłyszał płacz dziecka. Natychmiast wyrzucił wszystkie myśli z głowy  poszedł do synka, wziął go na ręce i nieświadomie zaczął nucić kołysankę, którą w szpitalu nuciła dziewczyna. Zorientował się po chwili i uśmiechnął lekko.
- Jakoś sobie poradzimy co młody? Znajdziemy ją, prawda?- mówił do chłopczyka a ten patrzył się na niego i uśmiechał od ucha do ucha.
Postanowił, że jutro na trening pójdzie z synem. Jest ważny dla klubu, na pewno coś wymyślą i się zajmą na czas treningu jego synem. Muszą. Nie, mogą,  to on musi trenować, żeby być najlepszy. Klub na pewno postara się mu jakoś pomóc. Wierzył w to. Zarząd, drużyna, szkoleniowcy, wszyscy byli dla siebie jak rodzina, na pewno mu pomogą. Z taką myślą położył się spać.
Następnego dnia trochę zaspał, trening miał na 11, wstał o 10, z reguły nie miałby z tym problemu, kiedy była jego mama ona się zajmowała Juniorem, on wstawał między 9:30 a 10 po czym jechał na trening i bez problemu się wyrabiał, teraz w pośpiechu przebrał i nakarmił chłopca, po czym szybko sam się wykąpał wziął torbę na trening i pojechał. Na szczęście znalazł fotelik w pokoju jego mamy i nawet poradził sobie z zapięciem w nim synka.
Podjechał na parking, właśnie wyjmował Juniora z fotelika, kiedy ktoś go zaczepił. Kiedy wczoraj mówił, że ją znajdzie nie pomyślałby, że będzie to takie łatwe.
- Musimy porozmawiać, nie uważasz?- zapytała dość łagodnie. Nie spodziewał się po niej aż takiego opanowania, gdyby to on był w takiej sytuacji byłby wściekły. Czuł przed nią respekt, nie potrafiłby być takim opanowanym.
- Tak, ale teraz średnio mogę, kończę o 14.- już miał odejść kiedy wpadł na pomysł. Wiedział, że może być z góry na przegranej pozycji ale musi spróbować.- Przepraszam cię bardzo, ale moja mama jest nadal w szpitalu, nie wiem czy będę mógł zostawić małego ze sztabem, mogłabyś go popilnować, później bym go odebrał i moglibyśmy spokojnie porozmawiać?- czuł się strasznie głupio, nigdy wcześniej nie był w takie sytuacji. Nigdy nie musiał nikogo o nic prosić, teraz jednak był ten pierwszy raz.

- Dobrze, w sumie to nawet się polubiliśmy, co maluchu?- uśmiechnęła się szeroko. Była w zasadzie szczęśliwa, polubiła Juniora bardzo a spędzenie z nim czasu było dla niej jak nagroda.
Nie spodziewał się takiej odpowiedzi, oczekiwał raczej awantury, że jest egoistą, że jest bezczelny. A jednak, zaskoczyła go.
-Jestem twoim dłużnikiem, tutaj są jego rzeczy, naprawdę nie wiem jak ci się odwdzięczę.- był naprawdę zdziwiony ale i szczęśliwy, nie dość, że będzie wiedział, że Junior jest w dobrych rękach to potem jeszcze uda mu się porozmawiać z nią to jeszcze będzie miał okazję wyjaśnić tą dziwną sytuacje. Zamknął samochód, pożegnał się z chłopcem i zmierzał w stronę stadionu.
- Poczekaj! Mój numer telefonu, zadzwoń jak skończysz,  powiem Ci gdzie będziemy.-  powiedziała. Już wyobraziła sobie jak nawzajem się szukają. Ona, która nie zna miasta i on średnio orientujący się co się dzieje wokół niego, przestraszony i szukający dziewczyny z dzieckiem po całym mieście. Mimowolnie się zaśmiała.
- A tak, racja, dziękuję, nie pomyślałem o tym.- wziął kartkę pomachał im i poszedł. Czuł się lekko zmieszany. Miał wrażenie, że śmieje się z niego, był lekko zakłopotany, lecz nie miał czasu na dłuższe rozmyślanie o tym, udał się do szatni, gdzie byli już jego koledzy i trener. Poczuł się jak w domu, nie myślał już o problemach Uwielbiał to co robił, to wystarczyło, by mógł znowu poczuć, że wszystko jest jak dawniej, że nie ma żadnych problemów.


Rozdział 3. Tak się zastanawiam czy po 3 rozdziałach można złapać kryzys weny? Nie wiem xd Ale trochę jestem wyładowana, rozdział wcześniej, gdyż coś się we mnie zatliło i wolałam nie zwlekać ;) Pozdrawiam ;))

1 komentarz:

  1. Rozdział jest super, tylko pomniejsz troszkę trzcionkę pisanego tekstu jest bardzo duża, ale po co nie wiem czy to do zapełniania pustego miejsca, czy jak. Nie ma się do czego czepić i już prawie nie gubisz przecinków. Tekst jest spójny w więc fajnie się go czyta. Po za tym rozdział genialny, jestem ciekawa co wydarzy się dalej. Czekam na kolejny.
    Pozdrawiam !!!! :D

    OdpowiedzUsuń