niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział czwarty



Dopiero teraz, gdy odchodził taki zmieszany zrobiło się jej go żal. Żałowała, że była dla niego tak oschła i w pewnym sensie niemiła. Już miała ochotę za nim krzyknąć i go przeprosić ale cichutki głosik w jej głowie nie pozwolił na to. Na całe szczęście. Nie znała jeszcze okolicy zbyt dobrze więc postanowiła, że przejdzie się z chłopcem swoją ulubioną trasą. Nie wiedziała dokładnie jak tam dojść od stadionu więc wróciła pod swój hotel i stamtąd ruszyła do parku. Okolice były naprawdę cudowne. I ta cisza. Wszechogarniająca cisza. Junior zasnął więc mogła spokojnie pogrążać się w swoich myślach. Weszła z wózkiem do kawiarni ‘Cookies Heaven’. Poczuła nieziemską woń świeżych ciasteczek owsianych i z czekoladą. Takich jak zawsze robiła jej mama. Zamówiła duży talerz tych i tych a do tego kubek zielonej herbaty. Było jej jak w domu. Myśli dobijały się do jej głowy. Teraz mogła je uporządkować. Pierwsza sprawa- Cris. Nie wiedziała dlaczego ale zaczynało jej na nim zależeć, po dzisiejszym, krótkim dotychczas spotkaniu dostrzegła w nim jakby drugie oblicze, był  szczery i wiedział, że popełnił błąd. Uroczym zdawało jej się to jak łatwo dał się zgubić, kiedy się zgodziła poczuł zdziwienie i zawstydzenie, on wplątuje ją w swoje prywatne życie a ona zgadza się zaopiekować jego dzieckiem. Wyglądał jak małe dziecko. Na samą myśl o nim wkradł się na jej usta uśmiech. Podczas przegryzania ciasteczek w jej głowie wiła się jeszcze jedna postać- Pablo. Od razu poczuła jak jej serce szybciej kołacze. Miał coś w sobie, te urocze dołeczki, blond włosy i uśmiech. Julie na samo wspomnienie zrobiło się gorąco. Sam fakt, że chyba mu na niej zależy przyprawiał ją o niezwykle miłe dreszcze. Jednak jej błogie domysły przerwał telefon.
-Gdzie jesteście? Właśnie wyjeżdżam ze stadionu, gdzie podjechać?- usłyszała męski, głęboki głos Crisa
- Jesteśmy w ’Cookies Heaven’.- odpowiedziała delikatnie, jednak każde słowo akcentowała bardzo wyraźnie tak, aby wiedział, że nie ulega jego pięknej barwie głosu ,która bardzo jej się podobała. Miała mętlik w głowie. Wystarczyło tyle, żeby przerwać jej myśli o Pablo.
- Gdzie? Nie znam tego miejsca, czy możemy spotkać się w parku?- odpowiedział lekko zdziwiony. Dziwnie się poczuł, że nie zna takiego miejsca, on łasuch ciastek, osoba, której zdawało się, że zna każdo miejsce w Madrycie.
-Jasne. Będziemy za chwilkę. Do zobaczenia.- odpowiedziała  nie zdając sobie sprawy, że ta chwilka może się nieco przedłużyć.
***
Czekał na nią już od 15 minut, próbował dzwonić ale włączała się poczta. Nie ukrywał, że bardzo się denerwował, chodził w kółko, cały czas zerkał na zegarek. Postanowił ich poszukać, może są kilka metrów dalej a on jak głupi traci nerwy. Przeszedł kilka kroków i zobaczył wózek, jego wózek, jednak nigdzie nie widział dziewczyny. Przestraszył się podbiegł szybko do wózka, na szczęście mały był bezpieczny, nie wiedział jednak co z Julie. Wziął chłopca i postanowił jej poszukać. Nagle usłyszał krzyk i płacz
- To, że radziłem ci żebyś z nim porozmawiała nie znaczyło żebyś od razu zajmowała się jego dzieckiem. Powinnaś była mu powiedzieć, że nie chcesz go znać. Jesteś nic nie wartą lalką. – krzyczał blondyn, Cris nie wiedział kim on jest, jednak dostrzegł, że adresatką słów mężczyzna jest Julie. Postanowił się chwilę przysłuchać ich rozmowie, gdyż poczuł ukłucie zazdrości. Zaczął mieć wrażenie, że zależy mu na niej coraz bardziej.
- To nie tak, ja naprawdę chciałam porozmawiać ale nie miał czasu, bardzo mi na Tobie zależy, proszę – błagała dziewczyna, była oszołomiona, spotkała się z nim raz a on już traktuje ją jak swoją własność, przeraziła się tym.
-Uważaj, bo ci uwierzę. Masz to zakończyć, nie chcę cię więcej widzieć w towarzystwie jego albo tego jego synalka.- Rzucił na odchodnym nawet nie patrząc na dziewczynę.

Cris zobaczył jak dziewczyna płacze. Postanowił podejść, nie chciał na nią krzyczeć,  robić wyrzuty, że zostawiła Juniora. Był świadkiem tego co się właśnie stało i zrobiło mu się jej strasznie żal. Czuł straszną zazdrość i złość ale kiedy zobaczył jak płacze, podszedł do niej i ją przytulił. Siedzieli tak dłuższą chwile. Kiedy dziewczyna się uspokoiła zabrał ją do siebie. Nie zamierzał o nic pytać. Poczeka, kiedy będzie pewna sama mu wszystko opowie, w głębi duszy liczył, że nie jest on dla niej nikim ważnym. Ułożył synka do snu i sam poszedł do sypialni gościnnej, gdyż u nie niego smacznie spała już Julie.

***
Gdy dziewczyna się rano obudziła, poczuła straszny ból głowy. O tym gdzie jest zorientowała się dopiero po kilku minutach. Postanowiła zejść na dół i wyjaśnić tą całą sytuacje.
- Przepraszam za wczoraj.- wyrzuciła to z siebie z trudem, bała się jego reakcji w końcu dopuściła do tego, aby jego syn został sam w środku parku, nie chciała myśleć co mogłoby się stać.
Spojrzał na nią, nie, nie był wstanie ciepło powiedzieć jej, że nic się nie stało. Chciał z nią porozmawia, załatwić jakoś tą sprawę, przekonać ale teraz stwierdził, że to nie ma sensu. Przecież ona kogoś ma.
-Przepraszam nie załatwi sprawy. Nie będę się więcej z Tobą kontaktował, poradzę, a z mamą jakoś to załatwię, nie myśl o tym. A teraz przepraszam muszę już iść, gdybyś jednak mogła chwilę poczekać ,niania się spóźnia, byłbym wdzięczny.-Wypowiedzenie tych dwóch zdań sprawiło mu wielką trudność. Kiedy patrzył w jej oczy i widział żal, chciał do niej podejść, przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, jednak przezwyciężył to uczucia, wiedział, że tak będzie lepiej, nie miał zamiaru komplikować jej życia, chociaż zaczynała mu się podobać, nie tak jak poprzednie dziewczyny. Uważał jednak, że podjął właściwą decyzje.
Stała przed nim a gula w gardle nie pozwalała jej nic powiedzieć, chociaż chciała powiedzieć, że mu pomoże, że zależy jej na Juniorze. On zdecydował za nią. Może tak będzie lepiej, było jej głupio, bo liczyła, że mogą być przyjaciółmi a ona pozwoliła to zaprzepaścić, jednak ma swój honor, nie będzie go błagać, skoro tak zdecydował, ona odejdzie tylko, żeby tego później nie pożałował.
______________________
Rozdział czwarty. Jakoś ostatnio trochę gubię się jak coś pisze, także wybaczcie.Mam nadzieje, ze tragedii nie ma, następny obiecuje, że będzie dopracowany, pozdrawiam!:)

wtorek, 24 listopada 2015

Rozdział trzeci




Dwa dni później Julie postanowiła pozwiedzać okolicę. Przez ostanie okoliczności 3 dni przepłynęły jej jak przez palce. Cris się nie odzywał, więc liczyła, że jakoś wytłumaczył to swojej mamie. Sama nie wiedziała dlaczego ale była trochę zawiedziona, pomimo tego, że ją denerwował, przy nim nie czuła się taka samotna. Nie miała czasu żeby o tym myśleć, chociaż spędzili ze sobą tylko kilka godzin to gdzieś w środku, pod grubą warstwą nienawiści żywiła do niego pewną sympatie.
Wybrała się na spacer po starym mieście, wędrowała różnymi wąskimi alejkami, które były dla niej jak długie korytarze, będące tajemniczymi przejściami do jakiejś zaczarowanej krainy. Chodziła z aparatem, robiąc zdjęcia prawie wszystkiemu. Była oczarowana tym miejscem. Sama sobie się dziwiła, że tak wzbraniała się przed przyjazdem do Hiszpanii.
Była tak zafascynowana kolejnymi kamieniczkami, że nie zauważyła, tego jak wpadła na kogoś obcego
-Przepraszam! Nie zauważyłam Cię, naprawdę strasznie mi przykro.- mówiła, nie mają świadomości, że odbiorca jej nie rozumie. Wyglądało do dość śmiesznie, dziewczyna silnie gestykulująca do chłopaka, który był dość zmieszany. Chwile potrwało zanim zorientowała się, że on nic nie rozumie.
- Czy mówisz po angielsku?- zapytała, jej było łatwiej, hiszpańskiego uczyła się dość długo, choć wciąż lekko kaleczyła, połączenie angielskiego i hiszpańskiego nie do końca zawsze brzmiało dobrze.
- Trochę ale wolałbym jednak po hiszpańsku- odpowiedział z lekkim uśmiechem. Czuł się lekko zawstydzony, przecież znał ten język a jednak nie rozumiał zbyt wiele z tego co mówiła do niego dziewczyna, postanowił jednak nie ciągnąć tego dłużej i nie wpędzać ani się, ani jej w zakłopotanie- Jestem Pablo.
- Julie, bardzo miło mi cię poznać- odpowiedziała, czuła się lekko skrępowana, nie wiedziała jak ma się zachować. Chłopak był bardzo przystojny, urodą nie przypominał typowego Hiszpana. Jego blond włosy w cudowny sposób kontrastowały ze śniadą karnacją a błękit oczu, przypominał błękit Lazurowego Wybrzeża i te dołeczki, które sprawiały, że Julie miękły kolana wyjaśniały jej zachowanie.
- To może pójdziemy na kawę i przetłumaczysz mi co powiedziałaś wcześniej?- rzucił z łobuzerskim uśmiechem, pojawiły się dołeczki. Urocze, dwa poniżej kącików ust, dziewczyna ledwo powstrzymała się, żeby głośno nie westchnąć.
- Bardzo chętnie, tylko nie znam okolicy także niestety ale ja żadnego miejsca nie zaproponuje- odpowiedziała krótko, czuła, że było to dość oschłe, ale nie dała rady w tym momencie zdobyć się na cokolwiek innego- Zdaję się na ciebie- dodała dużo milszym i cieplejszym tonem, żeby nie poczuł się jakby chciała go spławić, było wręcz przeciwnie, miała ochotę cały dzień spędzić patrząc się w jego cudownie błękitne tęczówki.
- Zaufaj mi, ja znam świetne!- rzucił i uśmiechnął się wesoło. Dziwne ale nie obawiała się niczego. Był to da niej ktoś nieznajomy a ona od razu mu ufa. Tak zaufała mu.
Szli i rozmawiali, bardzo dobrze się rozumieli. Julie była szczęśliwa, w końcu poznała kogoś z kim może tutaj się spotkać, porozmawiać. Czuła, że nie jest już sama, że ma kogoś tu na miejscu. Dzięki temu zaczęła rzeczywiście myśleć o tym, żeby zostać tu na stałe. Doszła do wniosku, że ma już trochę dosyć szarej Anglii. Uwielbiała tą pogodę, nastrój ale potrzebowała zmiany, tym bardziej, teraz, kiedy zaczyna myśleć o znalezieniu pracy, w Anglii jest mnóstwo ludzi z wykształceniem takim jak ma ona a wybijają się nieliczni, tutaj ma większe szanse, perspektywy. Oczywiście wiedziała, że musi o tym jeszcze porozmawiać z rodziną, przyjaciółmi i oczywiście musiała to wszystko jeszcze dobrze przemyśleć ale na tą chwilę była bardzo tym podekscytowana. Opowiedziała o tym Pablo. Nie wiedziała jak to jest, że jemu może powiedzieć wszystko. Poradził jej też, żeby porozmawiała z Crisem, ale spokojnie, uważał, że musi postarać się go zrozumieć. Doszli do kawiarni. Rzeczywiście była cudowna. Ściany były czekoladowo-brązowe, podłogi dębowe, a stoliki i krzesła białe, na stolikach były frezje, które sprawiały, że w całym lokalu przepięknie pachniało, dodatkowo intensywna woń kawy sprawiała, że nie chciało się stamtąd wychodzić. Rozmawiali jeszcze dość długo, Julie wróciła do hotelu około 20, pełna pozytywnej energii, czuła, że może naprawdę wszystko. Postanowiła, że jutro postara się jakoś porozmawiać z Crisem tak jak Pablo jej radził. Nalała do wanny gorącej wody z dodatkiem czekoladowego olejku i poddała się cudownym działaniom kąpieli.

***
Był strasznie zdenerwowany, Junior już spał, o dziwo opiekowanie się nim nie sprawiało mu większych kłopotów, miał przerwę w treningach co mu to umożliwiło, jednak bał się o jutrzejszy dzień, miał mieć trening, opiekunka zadzwoniła i powiedziała, że niestety nie może przyjść i został w kropce. Do mamy nie mógł zadzwonić, wiedział, że zaraz byłoby ‘ A nie mówiłam?’ albo jeszcze gorzej, poruszyłaby temat Julie. Ta sprawa nie dawała mu spokoju, nieźle się wplątał, przedstawił ją jako swoją dziewczynę a teraz nawet nie może do niej zadzwonić i przeprosić, bo nie nawet jak ma na nazwisko, gdzie mieszka, nie zna numeru telefonu. Był na siebie wściekły. Nagle usłyszał płacz dziecka. Natychmiast wyrzucił wszystkie myśli z głowy  poszedł do synka, wziął go na ręce i nieświadomie zaczął nucić kołysankę, którą w szpitalu nuciła dziewczyna. Zorientował się po chwili i uśmiechnął lekko.
- Jakoś sobie poradzimy co młody? Znajdziemy ją, prawda?- mówił do chłopczyka a ten patrzył się na niego i uśmiechał od ucha do ucha.
Postanowił, że jutro na trening pójdzie z synem. Jest ważny dla klubu, na pewno coś wymyślą i się zajmą na czas treningu jego synem. Muszą. Nie, mogą,  to on musi trenować, żeby być najlepszy. Klub na pewno postara się mu jakoś pomóc. Wierzył w to. Zarząd, drużyna, szkoleniowcy, wszyscy byli dla siebie jak rodzina, na pewno mu pomogą. Z taką myślą położył się spać.
Następnego dnia trochę zaspał, trening miał na 11, wstał o 10, z reguły nie miałby z tym problemu, kiedy była jego mama ona się zajmowała Juniorem, on wstawał między 9:30 a 10 po czym jechał na trening i bez problemu się wyrabiał, teraz w pośpiechu przebrał i nakarmił chłopca, po czym szybko sam się wykąpał wziął torbę na trening i pojechał. Na szczęście znalazł fotelik w pokoju jego mamy i nawet poradził sobie z zapięciem w nim synka.
Podjechał na parking, właśnie wyjmował Juniora z fotelika, kiedy ktoś go zaczepił. Kiedy wczoraj mówił, że ją znajdzie nie pomyślałby, że będzie to takie łatwe.
- Musimy porozmawiać, nie uważasz?- zapytała dość łagodnie. Nie spodziewał się po niej aż takiego opanowania, gdyby to on był w takiej sytuacji byłby wściekły. Czuł przed nią respekt, nie potrafiłby być takim opanowanym.
- Tak, ale teraz średnio mogę, kończę o 14.- już miał odejść kiedy wpadł na pomysł. Wiedział, że może być z góry na przegranej pozycji ale musi spróbować.- Przepraszam cię bardzo, ale moja mama jest nadal w szpitalu, nie wiem czy będę mógł zostawić małego ze sztabem, mogłabyś go popilnować, później bym go odebrał i moglibyśmy spokojnie porozmawiać?- czuł się strasznie głupio, nigdy wcześniej nie był w takie sytuacji. Nigdy nie musiał nikogo o nic prosić, teraz jednak był ten pierwszy raz.

- Dobrze, w sumie to nawet się polubiliśmy, co maluchu?- uśmiechnęła się szeroko. Była w zasadzie szczęśliwa, polubiła Juniora bardzo a spędzenie z nim czasu było dla niej jak nagroda.
Nie spodziewał się takiej odpowiedzi, oczekiwał raczej awantury, że jest egoistą, że jest bezczelny. A jednak, zaskoczyła go.
-Jestem twoim dłużnikiem, tutaj są jego rzeczy, naprawdę nie wiem jak ci się odwdzięczę.- był naprawdę zdziwiony ale i szczęśliwy, nie dość, że będzie wiedział, że Junior jest w dobrych rękach to potem jeszcze uda mu się porozmawiać z nią to jeszcze będzie miał okazję wyjaśnić tą dziwną sytuacje. Zamknął samochód, pożegnał się z chłopcem i zmierzał w stronę stadionu.
- Poczekaj! Mój numer telefonu, zadzwoń jak skończysz,  powiem Ci gdzie będziemy.-  powiedziała. Już wyobraziła sobie jak nawzajem się szukają. Ona, która nie zna miasta i on średnio orientujący się co się dzieje wokół niego, przestraszony i szukający dziewczyny z dzieckiem po całym mieście. Mimowolnie się zaśmiała.
- A tak, racja, dziękuję, nie pomyślałem o tym.- wziął kartkę pomachał im i poszedł. Czuł się lekko zmieszany. Miał wrażenie, że śmieje się z niego, był lekko zakłopotany, lecz nie miał czasu na dłuższe rozmyślanie o tym, udał się do szatni, gdzie byli już jego koledzy i trener. Poczuł się jak w domu, nie myślał już o problemach Uwielbiał to co robił, to wystarczyło, by mógł znowu poczuć, że wszystko jest jak dawniej, że nie ma żadnych problemów.


Rozdział 3. Tak się zastanawiam czy po 3 rozdziałach można złapać kryzys weny? Nie wiem xd Ale trochę jestem wyładowana, rozdział wcześniej, gdyż coś się we mnie zatliło i wolałam nie zwlekać ;) Pozdrawiam ;))